7 lat zajęło mi podjęcie decyzji o „wejściu” w bitcoina. „Bańka!” – mówiłem. „Prognozuję, że w ciągu roku ten twór albo przestanie istnieć, albo przynajmniej znacząco straci na wartości” – wróżyłem w jednym z wywiadów w 2012 roku. Zapomniałem, że to, iż czegoś nie rozumiem, nie musi znaczyć, że nie ma to sensu.

O tym, na czym polega istota i fenomen bitcoina, nie będę się rozwodził. Po pierwsze, robią to dziś wszyscy dookoła; po drugie, przed dwoma laty na łamach Akademii Internetu przepytałem o to dokładnie Dominika Homę w ramach wywiadu „Bitcoin – czym jest i z czym to się je?”.

Bitcoin - gorączka e-złota
Spokojnie, to tylko reklama;)

Nie widzę też sensu biadolić, ile to bym zarobił kupując 1000 BTC po dolarze. Raz, że nie zmieni to błędnej decyzji w przeszłości (co najwyżej – wpłynie na przyszłe). Dwa, że „gdybanie” nie jest naturą profesjonalnego inwestowania. Trzy, że nawet gdybym kupił bitcoiny w 2012 po 10 dolarów, zapewne w 2013 i tak sprzedałbym je po kursie 15 USD, otwierając bezalkoholowego szampana i świętując 50-procentowy zysk:).

Odkąd podjąłem decyzję: „Wchodzę, zobaczymy co się stanie”, coraz bardziej wgryzam się w temat i coraz częściej dyskutuję ze znajomymi i przyjaciółmi o bitcoinie. I dopiero te rozmowy uświadamiają mi, że pewnie jakieś 90% ludzi ma ledwie zielonkawe pojęcie o tym zjawisku, nie rozumiejąc jego istoty, nie dostrzegając potencjału, spodziewając się jedynie katastrofy, ale zarazem po cichu oblizując się na widok tego apetycznego tortu oglądanego wyłącznie przez szybę cukierni. Bo boją się wejść i ukroić swój kawałek.

A zatem dziś garść moich subiektywnych refleksji na temat trwającej gorączki bitcoinowego e-złota.

 

1. Dziś jestem „za”. Przez ostatnich 7 lat wielu znajomych mówiło: „To genialne! Ja już wydobywam BTC i zarabiam!”. Inni malkontentowali: „To jest wałek, nie będę ryzykował”. Ignorowałem jednych i drugich, ponieważ za żadnymi nie stały merytoryczne argumenty. Zajęło mi sporo czasu doedukowanie się i dojście do własnej decyzji, opartej na własnym wyważeniu „za” i „przeciwów”. Dziś wskazówka jest na „za”. Ale bynajmniej nie na 100% pewności.

 

2. Nadal nie rozumiem istoty technicznej. Bitcoin bazuje na blockchainie. Czym jest blockchain, jakie daje możliwości, dlaczego zyskuje na popularności i o co z nim chodzi – to kwestie, które przysłowiowy Kowalski (tudzież inny Dutko) niekoniecznie w pełni ogarnie. Niemniej powoli zaczynam rozumieć istotę samej idei tej technologii i bazujących na niej kryptowalut. Widzę przewagę e-pieniądza nad pieniądzem, ale przede wszystkim zaczynam rozumieć, że jest to po prostu kwestia ewolucji. Zmiany czegoś mniej doskonałego na lepsze. Wiem, wiem: „lepsze jest wrogiem dobrego” – mawia jedna z naszych chorych, demotywujących „mądrości”. Ale gdyby tak było, nadal jeździlibyśmy powozami i wysyłali telegrafy.

 

3. Buffett się myli. Książęta saudyjscy, szefowie wielkich banków, a nawet wielki Warren Buffett dewaluują bitcoina i kryptowaluty w ogóle powtarzając ciekawy argument: „Za bitmonetami nie stoi żadna konkretna wartość”. Zapytam zatem, jaka konkretna wartość – od czasu upadku parytetu złota po kryzysie 1929 roku – stoi za kawałkiem papieru z nadrukiem „100 dolarów” albo „500 euro”? Wielcy ekonomiści odchrząkują i odpowiadają: „No cóż, jest to wartość umowna, a umowa ta jest bardzo silna, ponieważ w przypadku walut narodowych ma charakter ogólnokrajowy, a w przypadku walut globalnych, jak dolar, euro czy jen – globalny”. Moje następne pytanie zatem: czy setki milionów ludzi, którzy operują już Bitcoinem i są zgodni co do jego wartości, nie zawarli więc właśnie analogicznej umowy o globalnym zasięgu? Dziękuję.

 

4. Bitcoin jest jak e-mail, samochód i piwo z bąbelkami. W australijskiej komedii „Młody Einstein” Yahoo Serious gra młodego geniusza, który szuka pomysłu na… gazowane piwo. Bąbelki w chmielowym napoju urastają jeśli nie do wymiaru Świętego Graala, to przynajmniej złotego runa, tak pożądanego przez Argonautów. A przecież i w Graala, i w runo tak wielu wątpiło. Podobnie jak wątpiło w powóz bez koni czy w list bez koperty i znaczka, który w kilka sekund dotrze na drugi koniec świata. Pójdźmy dalej: jeszcze w 1997 roku przeciwnicy internetu utrzymywali, że jest to chwilowa ciekawostka techniczna, która się nie przyjmie. Czy dziś ktoś o tym pamięta?

 

5. Tak, to może pieprznąć. Głupotą jest jednak generalizować, że wszystko, co nowe i obiecujące, na pewno się przyjmie i zmieni świat. Naiwnością natomiast jest wierzyć, że gdzieś w bitcoinie nie ma zaszytego „wyłącznika”. Mimo całej sympatii dla tego zjawiska i bynajmniej nie używając wielkich słów, jak „spisek”, bardzo mocno zdziwiłbym się, gdyby twórca (lub twórcy) tak misternego systemu, jakim jest bitcoin, gdzieś w tej strukturze nie zaszyli jednego małego wyłączniczka.

Jordan Belfort (słynny „wilk z Wall Street”) wyraził opinię, że bitcoin jest największym oszustwem w dziejach ludzkości. Nie wiem wprawdzie, jak to uargumentował, jednak rzeczywiście wyobrażam sobie, jak dalece doskonalszym od Gangu Olsena i Amber Gold byłby skok skrojony w tak misterny sposób i na tak wielką skalę. Nie lubię tego powiedzenia, ale… poczekamy – zobaczymy.

 

6. Czy BTC jest spekulacją? Na pewno! Nie mylmy „inwestowania” ze „spekulowaniem”. Być może są na świecie osoby, które faktycznie „inwestują” w bitcoina, czyli w pełni wiedzą, co robią. Ja uważam siebie raczej za „wybadywacza” i „testera”, w myśl zasady jednego z bohaterów komiksu „Kajko i Kokosz” – rycerza Wita:


A proch, jak powszechnie wiadomo, w różnych rękach reaguje różnie…

 

7. Bitcoin osłabi giełdę i nieruchomości. Nie zauważyłem, aby ktoś podjął już dość ważny temat, a mianowicie jak „inwestowanie” w kryptowaluty wpłynie na inne typy aktywów inwestycyjnych. Tymczasem trwająca gorączka bitcoinowego e-złota powoduje, że co odważniejsi gracze migrują kapitał z relatywnie mało atrakcyjnej giełdy czy inwestowania w nieruchomości właśnie w stronę kryptowalut.

Przykładem są choćby tak modne w ostatnich latach flipy nieruchomościowe, które dziś bardzo już słabną. Oczywiście winna jest również rosnąca konkurencja na tym polu, ale fakt, że kapitalizacja rynku kryptowalut przekroczyła właśnie 200 mld dolarów, również daje dość dobre wyobrażenie, dokąd płynie tradycyjny pieniądz. (Swoją drogą to ciekawe, że pieniądz tradycyjny tak bardzo polubił bitcoina, prawda?).

 

8. Będzie rósł. Dlaczego? Zazwyczaj gdy notowanie danego aktywa osiąga historyczne szczyty, nonszalancją jest zakładanie, że za chwilę osiągnie kolejne. Po wierzchołkach niemal zawsze bowiem przychodzą doliny (korekty). Z jednej strony BTC potwierdza tę zasadę; z drugiej jednak rośnie jak szalony i co kilka/kilkanaście dni udowania, że „sky is no limit”.

Dlaczego ja uważam, że… to dopiero początek wzrostów? Dlatego, że bitcoin wciąż jest relatywnie młody. Wciąż „bawi się” nim zaledwie ułamek (choć już bardzo duży) ludzkości – kilka miliardów mieszkańców naszej Kulki nie miało i jeszcze długo nie będzie miało bitcoina „w rękach”. Na razie ludzkość jest na etapie oswajania się i zmiany paradygmatu myślowego – ci, którzy zmienili go wcześniej, jak zwykle notują też zyski wcześniej niż inni. W mojej ocenie dopiero teraz, po pierwszych latach testowania i promowania kryptowalut przez ekspertów, do gry zaczyna wchodzić tak zwana „ulica”. Czyli Kowalscy i Dutkowie tego świata. Acz Nowakowie i Pawlakowie długo jeszcze będą się przyglądać zza węgła drżąc z podniecenia i – jeszcze bardziej – ze strachu.

Aha, i jeszcze jedno: rozpoczęcie zabawy kryptowalutami jest wciąż dość skomplikowane. Wybór giełdy, zrozumienie „kluczy publicznych” i „kluczy prywatnych”, ogarnięcie idei portfeli kryptowalutowych i wybór odpowiedniego (wirtualny, sprzętowy czy papierowy) – to wszystko nadal stanowi techniczną barierę wejścia. Ja sam – przyznaję – potrzebowałem kilku miesięcy na rozgryzienie, co mam zrobić, aby kupić i zabezpieczyć swojego pierwszego bitcoina.

Ale i to powoli się zmienia. Powstają i rozwijają się giełdy, takie jak BitMarket czy – najpopularniejsza i chyba najlepsza dziś w Polsce – BitBay. Ich interfejsy upraszczają się, operacje stają się coraz bardziej intuicyjne, a bariera – maleje. Już sam ten proces w mojej opinii doprowadzi do ruszenia prawdziwej lawiny nowych fanów kryptowalut.

 

9. BTC za 1 mln dolarów? Być może. „Ile urośnie?” – to pytanie, które co młodszym „inwestorom” nie pozwala zasnąć. Albo właśnie obudzić się… Czy bitcoin urośnie do wartości 1 miliona dolarów? Ostatnio spotkałem się z ciekawą wypowiedzią, że owszem. Tyle, że to nie bitcoin będzie wart milion dolarów, lecz milion dolarów – jednego bitcoina.

Odważna teza, ale patrząc na wykres w lewo, dorysowanie takiego scenariusza patrząc w prawo wcale nie wydaje się tak nierealne. Bo o tym, że do 2019-2020 BTC ma osiągnąć wartość 100 tysięcy dolarów, mówi się już od jakiegoś czasu. Dość przypomnieć, że rok temu o tej porze jeden bitcoin kosztował ok. 700 dolarów, czyli wg dzisiejszego kursu dolara ok. 2500-2700 zł. Dziś 1 BTC = ok. 7300 USD, czyli z grubsza 27000 złotych. Wzrost z grubsza: 1000% w 12 miesięcy.

Jeśli w świecie kryptowalut nie wydarzy się coś złego, nie widzę powodów, aby do końca roku cena bitcoina nie przekroczyła co najmniej 10-14 tysięcy dolarów.

 

10. Bezpieczeństwo? Zapomnij! Mawiają, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Za szampanem nie przepadam; za ryzykiem – owszem. Ale to ja, Dutko. Większość egzemplarzy naszego gatunku cechuje jednak większa racjonalność, potrzeba bezpieczeństwa, stabilności, spokoju. Dla tych osób wciąż lepszym sposobem na ochronę kapitału przed inflacją oraz szansą na drobny chociaż zysk pozostanie zainwestowanie w mieszkanie na wynajem lub w akcje co pewniejszej spółki giełdowej. A dla tych, którzy nie wiedzą „jak” i/lub boją się nawet własnego cienia, zawsze są jeszcze – liche bo liche, ale relatywnie bezpieczne – lokaty.

Wejście w kryptowaluty to co najmniej kilka ryzyk.

Po pierwsze: wahnięcia kursów jak na rollerkosterze – nie każdy to lubi i nie każdy utrzyma żołądek w ryzach widząc, że jego oszczędności topnieją {chwilowo} jak kostka lodu potraktowana suszarką do włosów. Bo i tak bywa (bitcoin ma już na koncie kilka dużych krachów, po których wszak zawsze wzbijał się na nowe maksima).

Po drugie: nie jedna i nie pięć giełd kryptowalutowych, które miały być bezpieczne, zniknęły z powierzchni ziemi z powodu mniej lub bardziej prawdziwych ataków hakerskich. Mówią: „Dlatego nie trzymaj bitcoinów na giełdzie, ale na portfelu!”. No dobrze, ale…

Po trzecie: …i na portfele kryptowalutowe zaczynają się czaić złoczyńskie siły. Ot, przykład: „Kradzież portfeli na 160000$”.

Po czwarte: niepewna przyszłość k-walut w systemie globalnej gospodarki. Kolejne doniesienia (Japonia – w euforii, Chiny – zakazują; autorytet X – zachwycony, autorytet Y – przestrzega) nie pomagają w podjęciu decyzji nam, maluczkim. Wszak mądrych jest wielu, ale przy ewentualnej porażce rzadko zdarza się, że więcej niż jeden stoi w kolejce do ustalenia ojcostwa…

Po piąte: jak już wspomniałem, mimo iż wszedłem w bitcoina i widzę jego potencjał, nie zdziwiłbym się, gdyby kiedyś okazało się jednak, że cała ta machina, atrakcyjna i kusząca, a przy tym – dość skomplikowana, miała gdzieś w brzuszku jeden mały bezpiecznik, przycisk z napisem „off”, który powinien pozwolić na jej kontrolowane wyłączenie i/lub przekierowanie mocy produkcyjnych w jakimś ściśle określonym kierunku.

No chyba, że będziemy wierzyć i ufać, że uruchomiony kilka lat temu bitcoin jest czymś na miarę energii atomowej i – raz puszczony w ruch – przez długie stulecia będzie dawał relatywnie czystą energię i napędzał miliony żarówek na całym świecie.

Oby!

Bitcoin - gorączka e-złota
Jeśli spodobał Ci się artykuł i jeżeli chcesz „wejść” w temat bitcoina, polecam giełdę BitBay, z której sam z powodzeniem korzystam. Jeśli klikniesz w powyższy obrazek, otrzymam od BitBay drobną prowizję za polecenie – mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko takiemu bonusowi dla mnie w zamian za pracę nad niniejszym artykułem. Dziękuję:*
Maciej Dutko

Maciej Dutko

przedsiębiorca, Certyfikowany Wykładowca Allegro, autor kilkunastu książek, w tym bestsellerów „Targuj się! Zen negocjacji”, „Efekt tygrysa”, „E-biznes. Poradnik praktyka”. Pomysłodawca i współautor kultowej „Biblii e-biznesu” – najważniejszej książki w branży e-commerce w Polsce.

Wykładowca w kilkunastu uczelniach biznesowych w całym kraju (studia podyplomowe i MBA). Twórca autorskiego szkolenia „E-biznes do Kwadratu”. Felietonista Onet.pl oraz „Magazynu Sprzedawców Internetowych Mensis.pl„, gościnnie piszący również dla magazynu „Online Marketing Poland”. Karierę rozpoczynał jako redaktor elektronicznych serwisów informacyjnych w TVP Wrocław.

Właściciel Grupy Dutkon.pl; w jej skład wchodzą m.in.: AkademiaInternetu.pl (blog i szkolenia dla e-biznesu), Audite.pl (poprawa skuteczności sprzedażowej ofert), Korekto.pl (firma edytorska), e-sklep RepublikaWiedzy.pl.

Przez serwis WhitePress.pl uznany za jedną ze 100 najbardziej inspirujących osób polskiej branży interaktywnej.

Zobacz wszystkie wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Maciej Dutko

Maciej Dutko

przedsiębiorca, Certyfikowany Wykładowca Allegro, autor kilkunastu książek, w tym bestsellerów „Targuj się! Zen negocjacji”, „Efekt tygrysa”, „E-biznes. Poradnik praktyka”. Pomysłodawca i współautor kultowej „Biblii e-biznesu” – najważniejszej książki w branży e-commerce w Polsce.

„E-biznes do Kwadratu” 18 h. szkolenia wideo!

Reklama

Moje książki i szkolenia

Oscar Czytelników dla „Biblii e-biznesu 2”!

Najlepsza Książka Roku
oraz nr 1 w kategorii "Biznes IT" Biblia e-biznesu 2

Wsparcie dla e-biznesu:

Sprzedawaj skuteczniej!





Profesjonalna korekta
i redakcja tekstów

Subscribe to our newsletter

 

Subscribe to our newsletter