Wprowadzenie „trafności”, zakaz używania własnego logo, wysokie opłaty, restrykcyjny regulamin czy stworzenie własnego sklepu uprzywilejowanego wobec innych sprzedawców – to tylko niektóre zmiany, jakimi Allegro „nagrabiło” sobie u e-sprzedawców. Być może dlatego już wkrótce miejsce Allegiganta zajmie nowa, bardziej przyjazna platforma.

Od 2007 r. współpracowałem z Allegro jako szkoleniowiec, audytor, a wreszcie również jako certyfikowany wykładowca tego serwisu. Przez kilka lat obserwowałem z bliska jego rozwój i zmiany, z których wiele było naprawdę pożytecznych i sensownych. Jednak w 2011 na firmę z Poznania padł blady strach: „Nadciąga Amazon!”. Chęć przygotowania się na inwazję amerykańskiego olbrzyma wywołała szereg zmian strategicznych w największej polskiej platformie e-commerce. Wiele z nich bardzo, ale to bardzo nie spodobało się sprzedającym…

 

Co się zmieniło?

Bardzo dużo. Wszystkich zmian nie sposób wymienić, ale wspomnijmy tylko kilka, które odmieniły oblicze największej polskiej platformy e-commerce, a w efekcie wstrząsnęły polskim e-handlem w ogóle:

  • Wprowadzono „trafność”, czyli nowy sposób ustalania kolejności ofert w listingach. Zamiast wcześniejszej, niezwykle prostej zasady (nowo wystawiane oferty lądują na końcu listy i wraz z wygasaniem wcześniejszych, wskakują na ich miejsce, pnąc się stopniowo do góry), stworzono złożony algorytm „trafności”. Mimo precyzyjnych wskazówek od serwisu, „trafność” spotkała się ze sporą krytyką sprzedawców i z czasem okazała się chyba jedną z najbardziej znienawidzonych zmian. Trudno się dziwić, bo po jej wprowadzeniu wielu dobrze prosperujących sprzedawców nagle zniknęło z radaru kupujących, tracąc nawet kilkadziesiąt procent obrotu.
  • Wykastrowano sprzedawców z ich marek – nowe zasady nie pozwalają szeregowym sprzedawcom na posługiwanie się własnymi logotypami ani nawet indywidualnymi szablonami ofert czy autorskimi zdjęciami. Postępująca uniformizacja sprowadziła indywidualnych sprzedawców do roli trudnych do odróżnienia „zaopatrzeniowców” tego swoistego pasażu handlowego, jakim stało się Allegro, bardzo daleko odchodząc od pierwotnego modelu biznesowego.
  • Klient ma zawsze rację – większość zmian władze serwisu od lat tłumaczą „troską o kupującego”. Ale kiedy system komentarzy i sposób rozstrzygania sporów zaczął nadmiernie faworyzować klientów (którzy nie zawsze przecież mają rację), sprzedających po raz kolejny zalała krew. To punkt, w którym Allegro również stara się naśladować Amazon znany z tego, że w ewentualnym konflikcie sprzedający zwykle nie ma szans w starciu z kupującym, nad którym serwis roztacza nadmiernie ochronny parasol.
  • Znaczne zmiany w interfejsie i funkcjonalności – w 2013 Allegro bardzo mocno przebudowało wygląd i sposób działania serwisu. I znowu jedną z przyczyn było stopniowe upodabnianie się do Amazona, aby po jego wejściu do Polski pozbawić konkurenta efektu nowości. Zmiany spotkały się z falą krytyki od użytkowników, którzy już wtedy zaczęli domagać się przywrócenia wcześniejszej wersji strony – a to powinno dać do myślenia ewentualnym następcom poznańskiego operatora, skoro on sam nie wziął pod uwagę głosu ludu.
  • Allegrosamo zaczęło sprzedawać! Serwis wyszedł z roli pośrednika i w pewnym momencie zaczął konkurować z własnymi sprzedawcami, odbierając im olbrzymią część rynku. Ta swoista „zdrada” pozbawiła sprzedawców resztek szacunku i zaufania do naszego „narodowego operatora e-commerce”.

Każdego roku spotykam się i rozmawiam z setkami e-przedsiębiorców: odkąd poznańska platforma zaczęła się przepoczwarzać, rzadko słyszę od nich coś więcej niż tylko utyskiwania, obserwuję rosnącą frustrację, a wręcz pęczniejącą nienawiść do polskiego Goliata branży e-commerce. „Allegro się skończyło!”, „eBay nie jest alternatywą!”, „Brakuje sensownego serwisu, który pozwoliłby na uczciwy e-handel!” – takie hasła padają coraz częściej, a wyrwa, jaka powstała, aż się prosi się o zagospodarowanie i stworzenie milionom e-sprzedawców zdrowej i przyjaznej alternatywy.

 

E-sprzedawcy: „Mamy dość Allegro!”

„Maciej, kurde! Jeśli dzisiaj ktoś zechciałby zrobić taki prosty i efektywny serwis, jakim Allegro było jeszcze w 2009-2010 roku, zarobi na tym kokosy!” – usłyszałem 4 lata temu od jednego ze sprzedawców podczas którejś z imprez branżowych.

Tak, wiedziałem o tym. Właściwe Allegro zniknęło, zostawiając po sobie jedynie dotychczasowy szyld i ziejącą pustką czarną dziurę. I mimo, że zwykle ewolucja polega na rozwoju, stało się jasne, że wygra ten, kto zaproponuje sprzedawcom prostszy, bardziej zrozumiały i przyjazny, a przy tym – tańszy ekosystem do prowadzenia sprzedaży online. Czyli taki, jaki poznali i polubili za czasów starego, dobrego Allegro.

Oczywiście łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Tym bardziej, że konkurowania z gigantem próbowało wielu: Świstak, Subasta, Aukcjusz, Aukcje FM, Go Sale, nawet polski eBay – nikt nie był w stanie podskoczyć powyżej pięt molochowi z Poznania. Ale i też nigdy wcześniej sprzedawcy internetowi nie żywili do niego tak dużej niechęci, a zarazem nie czuli potrzeby zmiany. Dziś, po kilku latach dokręcania przez Allegro śruby, poziom frustracji przeciętnego sprzedawcy sięga zenitu. Dlatego firma, która wyjdzie naprzeciw jego potrzebom, może okazać się Dawidem, który kamieniem ze swojej e-procy wybije oko zarozumiałemu Goliatowi.

Nadciąga Fioletowy Aligator

Aligato.pl nie jest pierwszą firmą, która zamierza zawalczyć o rynek e-commerce. Nie jest też największe ani nawet w połowie tak znane, jak głośny przed laty, ale nieczynny już Świstak. Za Aligato nie stoi żaden wielki inwestor, a sprzedawcy wystawiający tu swoje oferty na razie mogą liczyć na zaledwie ułamek takiego ruchu, jaki zapewnia Allegro. A jednak to właśnie Aligato jest w mojej ocenie pierwszą platformą w Polsce, która może poważnie zachwiać pozycją naszego niemal monopolisty i wywrócić e-commerce do góry nogami.

Po pierwsze dlatego, że wkracza do akcji właśnie teraz, kiedy polscy e-sprzedawcy, zmęczeni i sfrustrowani Allegro, złaknieni są prostej i intuicyjnej platformy, na której pojawienie się czekają jak rośliny na deszcz po latach suszy.

Druga kwestia to punkty przewagi nad poznańskim serwisem:

 

Allegro

Aligato

sposób domyślnego sortowania ofert wg znielubianej przez sprzedawców „trafności” wg czasu pozostałego do końca emisji oferty
regulamin coraz większe restrykcje (np. groźba usunięcia konta za włożoną do paczki ulotkę sprzedawcy czy obowiązkowe 24 godziny na udzielenie odpowiedzi niezadowolonemu klientowi) sprzedawca traktowany jako partner a nie zagrożenie
branding zakaz promowania własnej marki brak ograniczeń w zakresie ekspozycji logotypu
status sprzedawcy anonimowy reseller niezależny przedsiębiorca
uprzywilejowanie sprzedawców faworyzowanie sprzedawców ze Strefy Marek oraz oficjalnego Sklepu Allegro równe warunki dla wszystkich sprzedawców
zdjęcia restrykcyjne zasady fotografowania produktów brak ograniczeń co do fotografii produktowej
szablony unifikacja wyglądu ofert, zakaz stosowania własnych szablonów graficznych brak ograniczeń
program edukacyjny dla sprzedawców brak powszechnego dostępu do szkoleń dla sprzedawców otwarte programy szkoleniowe (w planach)
dynamika wzrostu postępujący odpływ sprzedawców dynamiczny rozwój (wzrost liczby ofert o ponad 1300% w ostatnich 12 miesiącach)
sprzedaż C2C eliminacja sprzedawców okazjonalnych, dla których w 1999 r. powstało Allegro platforma przyjazna dla sprzedawców B2C, B2B, ale też C2C
płatności kryptowalutami brak wsparcia dla kryptowalut planowana możliwość płacenia AliCoinem
zasięg serwisy zagraniczne, ale o niewielkich zasięgach planowana ekspansja globalna, możliwa m.in. dzięki technologii blockchain
logistyka brak nowoczesnych rozwiązań logistycznych rozwój autorskiego programu dostaw dronami
prowizja od sprzedaży do 15% w zależności od kategorii (w większości: 6-10%) maksymalnie 4,5% we wszystkich kategoriach (w zależności od wartości transakcji – im wyższa wartość, tym niższa prowizja)

Trzecim elementem, dzięki któremu Aligato zamierza podbić nie tylko polski e-commerce jest strategia bazująca na emisji własnej kryptowaluty i oparciu całego systemu o coraz bardziej popularną i pożądaną technologię blockchain.

 

AliCoin – zamów kryptowalutę i dołącz do rewolucji w e-handlu!

Aligato.pl już istnieje i funkcjonuje. W połowie 2017 r. serwis posiadał 25 tysięcy wystawionych ofert, ale w krótkim czasie, po kolejnych niekorzystnych zmianach na Allegro i narastającej ucieczce sprzedających, liczba ta skoczyła 6-krotnie, by osiągnąć 150 tys. ofert w czerwcu 2017 i ponad 330 tys. w kwietniu 2018 (przyrost liczby ofert o 1320% w ciągu niespełna roku).

Jeśli chodzi o bezwzględną liczbę ofert i sprzedawców, na razie jest to oczywiście tylko ułamek z liczb, jakimi może pochwalić się wielkie Allegro, ale pamiętajmy, że to dopiero początek właściwego rozwoju nowego serwisu, którego dynamika wzrostu jest niepomiernie wyższa.

Obecna platforma serwisu Aligato.pl jest sukcesywnie udoskonalana, a do III kwartału 2019 uruchomiona ma zostać nowoczesna wersja 2.0, oparta już o blockchain. Do 2020 roku serwis planuje oferować logistykę opartą o innowacyjny system dronów, dzięki któremu wyprzedzi nie tylko Allegro, ale pracujący już nad podobną ideą, ale w innej koncepcji, Amazon.

Rozwój platformy trwa, ale z myślą o sfinansowaniu zakrojonych na globalną skalę zmian Aligato zdecydowało się na emisję własnej kryptowaluty. Jeden AliCoin wyceniono na równowartość 0,80 dolara amerykańskiego, ale w przedsprzedaży, która rusza 20 kwietnia, zapisywać można się z 70-procentowym rabatem. Nową kryptowalutą można będzie regulować opłaty dla serwisu, płacić w ofertach Aligato, ale też handlować nią na giełdach, licząc na zysk wraz z rozwojem serwisu.

A potencjał zwrotu z inwestycji zapowiada się imponująco – jeśli bowiem wszystkie innowacje wprowadzane będą terminowo, operatorzy platformy przewidują dynamiczny wzrost wartości swojego tokenu:

  • Według planu, do końca roku 2018 AliCoinem będzie można płacić w serwisie, waluta będzie miała swój portfel oraz możliwość handlu na giełdach, a sama platforma Aligato ma już funkcjonować w oparciu o blockchain. Prognozowana wartość tokenu na koniec 2018: 5-15 USD (wzrost w przedziale ok. 2000 – 6000% w stosunku do ceny z pierwszego etapu ICO).
  • Rok 2019 to m.in. globalizacja projektu, uruchomienie Aligato 2.0, optymalizacja interfejsu i funkcjonalności w konsultacji z użytkownikami, rozpoczęcie prac nad systemem dronów. Do końca 2019 wartość AliCoin może dotrzeć do 23-40 USD (możliwy wzrost: 9.500 – 16.500%).
  • W 2020 zarząd firmy ma w planach uzyskanie niezbędnych zezwoleń na operowanie dronami i ostateczne wdrożenie tego sposobu dostaw, a także uruchomienie nowej siedziby i laboratorium. Szacowana wartość tokenu do końca 2020: 40-70 USD (a więc wzrost w przedziale ok. 16.500 – 29.000%).

 

Sprzedawcy, którzy zainwestują w rozwój Aligato w pierwszym tygodniu ICO (20-27 kwietnia), w razie pełnego sukcesu projektu nie tylko mogą liczyć nawet na 16-29 tysięcy procent zwrotu w pierwszych latach (co nie byłoby zresztą pierwszą ani zapewne ostatnią tak dochodową inwestycją w dziedzinie kryptowalut). Przede wszystkim po raz pierwszy w dziejach polskiego e-commerce zyskają natomiast możliwość bezpośredniego partycypowania w tworzeniu platformy sprzedażowej, która nie tylko pozwoli wrócić do zdrowych i efektywnych reguł e-handlu, ale ułatwi też wyjście ze swoimi produktami i usługami do klientów na całym świecie.

I to bez korzystania z łaski i „dobrodziejstw” gigantów, takich jak Allegro, Amazon czy eBay, które – w swoim skostnieniu i braku elastyczności – coraz bardziej zachęcają własnych sprzedawców do masowej ucieczki i szukania bardziej bezpiecznych i pewnych, tańszych i nowoczesnych kanałów dystrybucji.

Czy rewolucja w e-commerce będzie miała postać fioletowego aligatora? Patrząc na zmęczenie sprzedawców coraz ciaśniejszym Allegro, myślę że tak. Oczywiście o ile tylko zaczną oni sukcesywnie przenosić się na nową platformę zasilając ją tym, co najcenniejsze – ofertami.

 

Aktualizacja (21.04.2018, 13:15)

Dziś o 12:00 minęła pierwsza doba ICO. Minimalny cel (dystrybucję 1 mln tokenów) osiągnięto po zaledwie kilkunastu godzinach od rozpoczęcia sprzedaży, a po upływie pierwszych 24 godzin „minimum goal” wyniósł prawie 120%. Do wzięcia zostało jeszcze 4,8 mln monet w promocyjnej cenie 0,24 USD (cena dystrybucji następnych „porcji” wyniesie kolejno 0,30, 0,36, 0,40 i wreszcie 0,8 USD).

 

Przydatne adresy:

 

PS Udostępnij ten artykuł i powiedz o Aligato swoim znajomym.

Maciej Dutko

Maciej Dutko

przedsiębiorca, Certyfikowany Wykładowca Allegro, autor kilkunastu książek, w tym bestsellerów „Targuj się! Zen negocjacji”, „Efekt tygrysa”, „E-biznes. Poradnik praktyka”. Pomysłodawca i współautor kultowej „Biblii e-biznesu” – najważniejszej książki w branży e-commerce w Polsce.

Wykładowca w kilkunastu uczelniach biznesowych w całym kraju (studia podyplomowe i MBA). Twórca autorskiego szkolenia „E-biznes do Kwadratu”. Felietonista Onet.pl oraz „Magazynu Sprzedawców Internetowych Mensis.pl„, gościnnie piszący również dla magazynu „Online Marketing Poland”. Karierę rozpoczynał jako redaktor elektronicznych serwisów informacyjnych w TVP Wrocław.

Właściciel Grupy Dutkon.pl; w jej skład wchodzą m.in.: AkademiaInternetu.pl (blog i szkolenia dla e-biznesu), Audite.pl (poprawa skuteczności sprzedażowej ofert), Korekto.pl (firma edytorska), e-sklep RepublikaWiedzy.pl.

Przez serwis WhitePress.pl uznany za jedną ze 100 najbardziej inspirujących osób polskiej branży interaktywnej.

Zobacz wszystkie wpisy

18 komentarzy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Ciekaw jest opinii Pana Macieja na temat aligato w obecnej formie…

    Moim skromnym zdaniem – puki co to się do niczego nie nadaje…
    Co sprawia, że ten projekt jest realizowany w tak nieprofesjonalny sposób?

    • Jak powiedział pewien wybitny trener piłkarski, „biegniemy tam, gdzie piłka będzie za 5 sekund, a nie tam, gdzie jest teraz”. Obecna forma Aligato jest punktem wyjścia – to postać larwalna, z której za kilka miesięcy powinien wykluć się piękny i dorodny motyl, który oczaruje świat e-commerce’u. Prosimy o cierpliwość i kibicowanie; dzięki!

  • Przyznam szczerze, że od paru lat nie korzystam z allegro. To co stało się z tym portalem sprawiło, że jego użytkowanie jest bardzo nieintuicyjne i niewygodne przez co naprawdę nie chce mi się tego robić. Wybieram zakupu ze sklepów internetowych lub szukam czegoś stacjonarnie.

  • Problem polega też na tym, że MF bardzo nie lubi (przynajmniej obecnie) kryptowalut, ostatnio wyszła interpretacja podatkowa wg której od obrotu krytowalut (czyt. zakupu i sprzedaży) należy zapłacić podatek PCC. Zakładam, że to samo dotyczy AliCoina.

    Powiem szczerze, że samo wprowadzenie własnego coina jest mało dla mnie zrozumiale. Wsparcie dla już istniejących: ok, rozumiem, jest w tym jakaś logika, ale robienie własnej? Nie wiem po co.

    W takim serwisie technologia blockchaina raczej by się przydała to zarządzania reputacją i potwierdzania transakcji, a nie do samego płacenia.

  • Fajnie że spółka regularnie nie składa w terminie sprawozdzań finansowych….jeszcze trochę i ich wykreślą z rejestru.

    • Cześć Przemek,

      o szczegóły musiałbyś zapytać chłopaków z zarządu Aligato – ja nie mam informacji co do tej kwestii. Ale zauważ, że Aligato jest prowadzone przez spółkę Ltd zarejestrowaną w Wielkiej Brytanii (ma to ułatwić ekspansję globalną). Zakładam więc, że wszystkie formalności są dopełnione, bo brytyjskie urzędy są nie mniej wymagające w tym względzie od polskich.

  • Przepraszam, ale to tak na serio?
    Jaki % zasięgu Allegro jest w stanie zaproponować sprzedającym Aligato?
    Co komu po niskich prowizjach, skoro serwis nie zapewni obrotów?

    • Cześć Mysz,

      naturalnie, Aligato dziś nie może pochwalić się takimi statystykami jak Allegro – to jasne. Allegro wszak ma już 19 lat intensywnej obecności na rynku, a Aligato – to jeszcze maluszek. Zwróć, proszę, uwagę, że serwis dopiero bierze rozbieg: ma już platformę, która jest intensywnie optymalizowana, ale osiągnięcie ideału nie stanie się w ciągu 24 godzin – to proces. Tempo wzrostu (skok z 25 do ponad 300 tys. ofert w ciągu roku) jest jednak dobrym znakiem, że to już się kręci. Ale tym elementem, który faktycznie zadecyduje o sukcesie serwisu, jest zaufanie sprzedawców: jeśli każdy będzie mówił: „E tam, to maleńki serwis, nie ma sensu tu być!”, to nawet przy najlepiej zbudowanej infrastrukturze będzie to infrastruktura nieużywana… I odwrotnie: jeśli już teraz, mimo początkowych niedoskonałości, które będą sukcesywnie niwelowane, sprzedający zechcą wejść na Aligato, przetestować je i przekonać się do jego zalet, efekt kuli śnieżnej będzie tylko kwestią czasu.

      A najlepszy czas na wejście w tę jest właśnie teraz, czyli na etapie sceptycyzmu i niedowierzania mas: Ci sprzedawcy, którzy zaczną budować markę na Aligato najwcześniej, najszybciej zbudują też swoją przewagę konkurencyjną. To tak samo jak z giełdą czy z kryptowalutami: kiedy pojawia się nowy, nieznany, choć obiecujący projekt, w pierwszej kolejności zaczynają go wspierać i inwestować w niego eksperci z branży, którzy pozytywnie ocenili jego potencjał. Tzw. „ulica” jest długo sceptyczna, a przeciętny Kowalski wchodzi dopiero wtedy, kiedy o projekcie zaczynają dudnić wszystkie media, słyszy się o nim u fryzjera czy w taksówce. Tylko że wchodząc wtedy, na górce, jest się już daleko za tymi, którzy uwierzyli i weszli na wcześniejszym etapie;).

      Z tą różnicą, że na źle dobranej spółce giełdowej czy kryptowalucie, można stracić. Tu nie ryzykuje się niczym: wystarczy wystawić kilka ofert kluczowych produktów firmy i obserwować. Na pewno na początku nie będzie takiego ruchu, jaki daje Allegro; ale spokojnie: wystawmy te 3, 5 może 20 ofert, i zapomnijmy. Najczarniejszy z czarnych scenariuszy to taki, że przez pierwsze tygodnie (a może miesiące) nikt nic od nas nie kupi. Trudno, stracimy te 3 minuty życia na przekopiowanie oferty z Allegro.

      A co, jeśli pojawi się pierwsze zamówienie? I kolejne? I następne?:)
      Czy te 3 minuty to aż tak duże ryzyko, aby spróbować?

      Do przemyślenia;)

      Maciej

      • Niepotrzebnie się produkujesz. Odpowiedź jest prosta. Sprzedawcy z allegro marudzą jak mogą, zamiast z dnia na dzień przejść do wybranego serwisu. Tylko taki masowy ruch zapewni im obroty i zainteresowanie mediów. Zresztą gdyby Aligato wrzuciło trochę kasy w kampanię reklamową o przechodzeniu z allegro do nich to lampka wielu kupującym powinna się zapalić. Problem leży jednak w sceptycyzmie sprzedawców i braku chęci to realnego działania. Wolą od lat marudzić jak to jest źle, jak to jest drogie i tak będą dalej marudzić, zamiast położyć allegro w miesiąc dwa lub trzy.

        • Syndrom polskiego taksówkarza, który w kółko marudzi, ale jednak ma na tyle kasiorki z jeżdzenia, że raczej się do innej pracy nie przesiądzie 🙂

        • Mnie zastanawia coś innego, co spotkałem na każdym konkurencyjnym do allegro portalu. Przykładowo sprzedaje ktoś jakieś przedmioty na allegro w cenie np 50zł + 8-12zł przesyłki, tymczasem ten sam sprzedawca na innym portalu (np na aligato) sprzedaje ten sam przedmiot za 58zł + 15zł przesyłki. I teraz niech mi ktoś wytłumaczy czemu? Przecież konkurencyjne portale mają o wiele niższe koszty wystawienia przedmiotu, o wiele niższe marże, więc skąd niższa cena? Może tu trzeba upatrywać powodu dlaczego kupujący nie za bardzo chcą przenosić się na inne portale, skoro na allegro (mimo kosmicznych kosztów jakie muszą pokryć sprzedawcy) jest taniej, a jak wiadomo u miażdżącej większości klientów najpierw liczy się cena a dopiero potem jakość.

Maciej Dutko

Maciej Dutko

przedsiębiorca, Certyfikowany Wykładowca Allegro, autor kilkunastu książek, w tym bestsellerów „Targuj się! Zen negocjacji”, „Efekt tygrysa”, „E-biznes. Poradnik praktyka”. Pomysłodawca i współautor kultowej „Biblii e-biznesu” – najważniejszej książki w branży e-commerce w Polsce.

Moje książki i szkolenia

Reklama

Oscar Czytelników dla „Biblii e-biznesu 2”!

Najlepsza Książka Roku
oraz nr 1 w kategorii "Biznes IT" Biblia e-biznesu 2

Popraw się i sprzedawaj skuteczniej!

Audyt ofert Allegro i stron WWW:


Usługi edytorskie:

Subscribe to our newsletter

 

Subscribe to our newsletter

 
Szkolenie E-biznes do Kwadratu
Kultowe szkolenie dla e-sprzedawców "E-biznes do Kwadratu"
• 18,5 godzin wideo,
• 33 proste techniki na zwiększenie sprzedaży,
• 42 przystępne moduły tematyczne,
• 286 konkretnych wytycznych,
• 792 pouczające kejsy,
• ponad 1300 audytów ofert e-sprzedażowych,
• nawet 100-krotne wzrosty sprzedaży!
• 10 tys. przeszkolonych e-sprzedawców!